Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T1.djvu/232

Ta strona została uwierzytelniona.
—   232   —

tego, iż od lat trzydziestu czterech służysz mojej rodzinie i czujesz się zmęczonym.
— Tak, Najjaśniejszy Panie, powiedziałem to.
— Wyznałeś następnie, iż zmęczenie owo było pretekstem, a rzeczywista przyczyna — niezadowolenie.
— Niezadowolony byłem, istotnie; lecz, o ile wiem, niezadowolenie to niczem się nie zdradziło, i jeżeli to mówiłem, jako człowiek, czujący godność własna, głośno przed Wasza Królewska Mością, wobec nikogo innego nawet myśli takiej nie miałem.
— Nie tłómacz się, d‘Artagnanie, i słuchaj mnie dalej. Gdyś mi wyrzucał niezadowolenie swoje, w odpowiedzi otrzymałeś obietnicę; powiedziałem ci: „Zaczekaj“. Wszak prawda?
— Tak, Najjaśniejszy Panie, prawda, jak to, co ci mówiłem.
— Odpowiedziałeś mi: „Później? Nie przystaję; natychmiast, zgoda!...“ Mówię ci, nie tłómacz się... To było bardzo naturalne; lecz byłeś bez miłosierdzia dla swego panującego, panie d‘Artagnan.
— Najjaśniejszy Panie... miłosierdzie!... dla króla!... od biednego żołnierza!
— Rozumiesz mnie doskonale; wiesz dobrze, iż potrzebowałem go; i o tem także wiesz, że nie byłem panem; że miałem nadzieję dopiero na przyszłość. Gdy tedy mówiłem o tej przyszłości, odpowiedziałeś mi: „Proszę o uwolnienie... natychmiast!...“
D‘Artagnan zagryzł wąsa.
— Prawda — mruknął.
— Nie schlebiałeś mi, gdym był w niedoli — dodał Ludwik XIV-ty.
— Tak — odezwał się d‘Artagnan, z godnością podnosząc głowę — nie schlebiałem ci, królu, w niedoli, ale nie zdradziłem cię bynajmniej. Dla fraszki przelewałem moja krew, jak pies u drzwi twoich czuwałem, wiedząc, że ani chleba, ani kości mi nawet nie rzuca. Ubogim będąc, niczego nie żądałem, oprócz uwolnienia, o którem Wasza Królewska Mość mówi.