Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/038

Ta strona została skorygowana.


Geldhab (na stronie).

O! źle.


Lubomir.
(z wzrastającém zapamiętaniem).

Jest łgarzem, łotrem, hultajem!


Geldhab (na stronie).

Drżę cały.


Lubomir.

Przecie, że na nich sposób dobre nieba dały.


Geldhab.
(na stronie, nie słuchając dalej).

Ale czegóż się boję?


Lubomir.

Tu, z honoru broni
Zwykłą biorą zapłatę.


Geldhab (na stronie).

Książę mnie zasłoni,
Tylko śmiało!
(głośno) Gniew Pański i śmieszny i próżny.


Lubomir.

Ja się nie gniewam, czegoż...


Geldhab.

Zbieg zdarzeń jest różny,
Czasem słowa danego nie można dotrzymać,
Więc nie trzeba przeklinać, gniewać się i zżymać.
Właśnie... z Waćpanem... w takim przypadku zostaję,
Gdy... jego narzeczonę za Księcia wydaję.

(oddycha i pot ociera)


Lubomir.

To żart.


Geldhab.

Nie, nie.


Lubomir.

Ale żart.