Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/199

Ta strona została skorygowana.


Orgonowa.

Przynajmniej jedno słowo przemów do niej. Dla czegoż tak niemiłosiernie gardzisz tém biedném dziecięciem! Płaczu biedaczka utulić nie może.

Major.

Znowu płacz; a to wszyscy...

Orgonowa.

Otóż i ona... (Zofia przychodzi) Zostawiam was sam na sam; spodziewam się, że się sobie podobacie. (do Majora na stronie). Miej wzgląd na jej młodość. (do Zofii na stronie) Bądź rozsądna, o twój los idzie.





SCENA X.
Major, Zofia.


(chwila milczenia).


Major.

Mościa panno...

Zofia.

Kochany wuju.

Major (łagodniej).

Moja panienko.

Zofia.

Co każesz?

Major (łagodniej).

Moja Zosiu.

Zofia.

Słucham.

Major (na stronie).

Diabli nadali taką sprawę! (do Zofii). Zapewne... bez wątpienia... oczywiście... wiesz to... ten... to jest, zamiar twojej matki względem... względem...