Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/028

Ta strona została przepisana.


Antonja.

Jest to z mojéj strony postępowanie nie zwykłe.

Dormund.

Prawda.

Antonja.

Więcéj powiem: nierozważne.

Dormund.

Prawda.

Antonja.

Nierozważne powiadam, gdybym nie ufała sile mego charakteru, — gdybym nie ufała honorowi tego, który umiał pozyskać serce moje. A rękojmią (gdyby jéj potrzeba było) jest także niezawodnie przyjaźń twoja, Panie Dormundzie.

Dormund.

O!.. O!.. Bardzo dziękuję... bardzo...

Antonja.

Człowiek tak powszechnie szanowany, (Dormund kłania się) tak rozsądny, tak prawy, (ukłony) nie mógłby nierozłącznym być przyjacielem lekkomyślnego młodzieńca. To mi Pan przyznasz.

Dormund (pokrząkując).

To jest... wprawdzie... to powiadam... że w istocie... serce jego dobre...

Antonja (podając mu rękę).

A teraz zgoda Panie Dormundzie, bo nam będzie potrzeba twojéj rady i pomocy.

Dormund (na stronie).

Czy mnie tu djabli wnieśli.