Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/165

Ta strona została przepisana.


umieli pewnego Pana, którego od dwóch tygodni szukaliśmy w każdéj podróżującéj osobistości.

Ludmir.

Bene, optime.

Pytalski.

Paszporta przyszlę przez Dyliżans, który wątpię, aby przed godziną czasu ułatwił swoje okoliczności, a Pan Doktor wyświadczy mi uprzejmą grzeczność, ale raczéj łaskawość dobrodziejstwa i przyjmie mój pojazd, którym z miasta w téj chwili godziny przyjechawszy, stanąłem.

Ludmir.

Dziękuję, bardzo dziękuję, ale chciałbym nie rozłączyć się z tą panienką, która mojéj opiece została powierzoną.

Pytalski.

Niema trudności! może razem jechać w podróż — żadną przeszkodą nikt przeszkadzać nie będzie; śmiem tylko, może zbytnią śmiałością ośmielony, upraszać najpokorniéj, abyś Pan Doktor raczył odwiedzić w mieście moją małżonkę w chorowitości zaległą.

Ludmir.

I owszem i owszem, milo mi będzie wywdzięczyć się za uprzejmość jego.

Pytalski.

Odprowadź Panie Łapeńko Pana Doktora do karjolki mojéj. (ciszéj) Panie Trzymałkiewicz, nie odstępuj Pułkownika. (do Doktora) Paszporta konduktor wręcznie odbierze — całuję nózie, sługa pokorny.

(Odchodzi.)