Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/176

Ta strona została przepisana.


Fulgencyusz.

Nie rozumiem ja.

Pytalski.

Mnie więcéj nie wolno do jawności słów przyprowadzać. Pan Orgon zostaje dla nas Orgonem.

Fulgencyusz.

Orgon? kto Orgon?

Pytalski.

Jego osobistość.

Fulgencyusz.

Ej, kremortartari! Pan jesteś mente captus. (Dobywa paszport.)

Pytalski.

Wszelkich obelgliwości wstrzymać się, pokornie upraszam.

Fulgencyusz (rozkładając paszport).

Oto proszę, co, co, jak?

Pytalski (ironicznie).

Cóż tam za nowość? (śmiech strażników) Doktor? Co?

Fulgencyusz.

Kasper Orgon? quid hoc est? Jakieś oszukaństwo!

Pytalski.

Wszelakie przebiegłe dowcipności byłyby za późne niewczesności, zatém prosimy o oddanie nam w ręce 1) szal czarny tyftykowy gładki; 2) szal turkusowy w palmy; 3) blondyn dwie sztuczek.

Fulgencyusz.

Quarto, idź WPan do diawła!