Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/147

Ta strona została przepisana.


SCENA II.
Hermenegilda, Gdański.
Hermenegilda.

Prawdziwie, że to jest pod wodą płynąć, chcieć naszemu domowi dać jaki taki pozór przyzwoitości. Lokaje chodzą rozmamani po salonach, jak gdzieś jaka czeladź po warsztacie.
I niema się co dziwić... Pan pierwszy daje przykład.

Gdański (wdziewając surdut).

Tak gorąco kochanko...

Hermenegilda.

To siedź w swoim pokoju, ale mój salon szanuj z łaski swojéj. Zachowuj się przyzwoicie... a zwłaszcza nie strzepuj mi popiołu z cygarów po meblach i na posadzkę, bo prawdziwie trudno już daléj wytrzymać.

Gdański.

Jest! kwotidjanka. Zdaje się moja Hermenegildo, że nie miałabyś apetytu do obiadu, gdybyś się rano nie wykłóciła ze mną.

Hermenegilda.

Wykłóciła!.. Przekupki się kłócą.

Gdański.

A ty predygujesz?

Hermenegilda.

Na puszczy zawsze, niestety! Daremnie proszę cię i błagam, abyś chciał pozbyć się swoich kramarskich nałogów.