Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/152

Ta strona została przepisana.


Gdański (sam).

I powiedzieć, że ja tę kobietę kocham szalenie! Gryzę się... wściekam się... (podnosząc kamizelkę) schudłem o pięćdziesiąt procent, a jednak kocham szalenie... O miłości! miłości!





SCENA III.
Gdański, Florjan.
(Florjan ma jasne długie włosy, jasną bródkę, jasny półfraczek i takież spodnie, niebieską chustkę na szyi, skórzany kaszkiecik, trykotowe rękawiczki)
Florjan (we drzwiach odtrącając Macieja).

Cóż u djabła!.. ten to tego... jak się zowie...

Gdański.

Co widzę! Florjan! Florjan! Jakże mi się miewasz? (ściskając go) Bardzo, bardzo się cieszę, że cię uściskać mogę.

Florjan.

Nie ściskaj tak mocno... I ja się cieszę... Ale cóż to ten tego... jak się zowie...

Gdański.

Zawsześ widzę wymowny.

Florjan.

Nie, nie... to ten tego emocja... nie dekoncertuj mnie... Jak się raz rozgadam, to już potém idzie gładko ten to tego.

Gdański (powtarzając).

Ten to tego. — Zkądże przybywasz?