Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/153

Ta strona została przepisana.


Florjan.

Zkąd? — Zewsząd... Ale powiédz pierwéj co to znaczy... handel zamknąłeś... lokaj w przedpokoju, w liberyi... chce gwałtem anonsować?

Gdański.

Tak, tak mój poczciwy Florjanie, różne zmiany zaszły... bo znasz dawne przysłowie: kto się ożeni, ten się odmieni.

Florjan.

Ożeniłeś się? — szczęśliwy człowieku! Ja od dziesięciu lat przebiegam wszystkie części świata szukając żony i ożenić się nie mogę.

Gdański.

Szczęśliwy człowieku!

Florjan.

Wyraźne fatum: ożenić się nie mogę.

Gdański.

Ale wszakże pisałeś do mnie z Węgier podczas wojny: „W ten moment wracam od ślubu... jutro więcéj napiszę etc. etc...?“

Florjan.

Prawda, prawda wróciłem od ślubu... I podczas wojny... O! wojna to rzecz straszna... słuchaj zaślubiłem ten to tego...

Gdański.

Pozwól, że ci przerwę. (dzwoni) Zjesz ze mną dziś obiad, prawda?

Florjan.

I dwa, jeśli każesz.