Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/169

Ta strona została przepisana.


Julja.

Od kilku godzin.

Hermenegilda.

Jeżeli mogę jéj być do czego pomocną, proszę rozkazać.

Julja.

Jako zupełnie obca w Warszawie, z wdzięcznością przyjmuję jéj opiekę. Muszę jednak pierwéj przeprosić, że tak nagle bez poprzedniego zezwolenia wstąpiłam do jéj salonu. Ale mojemu mężowi tak pilno było uściskać Pana Gdańskiego, że musiałam uledz jego niecierpliwości. Mężu powiedzże słowo... Weź aby część winy na siebie.

Florjan.

O! tak, tak, ten to tego jak się zowie.

Hermenegilda.

Nie trzeba, nie trzeba najmniejszego uniewinnienia. Owszem, wyznam szczérze, iż odebrawszy uwiadomienie, że mamy gości na obiad...

Gdański (na stronie).

Otóż masz!.. zginę...

Hermenegilda.

Nie spodziewałam się tak zaszczytnego towarzystwa. Najmilsza zatém niespodzianka.

Maciej (wchodząc).

Już dano do stołu.

Hermenegilda (podając rękę Florjanowi).

Służę. Mężu, podajże rękę Pani Baronowej. Co za roztargnienie — złe dasz wyobrażenie o gościnności naszéj.