Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/035

Ta strona została przepisana.


P. Hilary.

Och!.. Dawaj Pani karty.
Morderscy możni ludzie, zaczepiać nie żarty.

P. Szczekalska.

Niedawna ta ich możność... świat kołem się toczy,
Nie jeden sam się zdziwi jak się górze zoczy.
Są ludzie, są, co milczą a wiedzą nie mało,
O, wiedzą bardzo dobrze, co się dawniéj działo...
Pułkownik bywał nadto lekkomyślnym z młodu.

P. Hilary.

Któż to tam wié?

P. Szczekalska.

Dziś właśnie nie brak nam dowodu.

P. Zefiryn (śmiejąc się).

Och! och! och! Pani, Pani!

P. Szczekalska.

Na różne przywary,
Różne wybryki żona patrzała przez szpary,
Musiała takich szparek potrzebować sama...
O! to jest bogobojna i gościnna dama...
Sprowadziła do siebie siostrzeniczkę lubą,
Nie wiem, czy się tym razem nie minie z rachubą,
Bo luba siostrzeniczka gadzina zjadliwa,
Co ciotunia usnuje ona żądłem zrywa.

P. Hilary.

Powiedzno Zefirynie, jak to cię ucięła?

P. Zefiryn.

Głupstwo, niewarto mówić.

P. Hilary (śmiejąc się dobrodusznie).

Wierszem go palnęła.