Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/214

Ta strona została przepisana.


Marski.

Nie będzie jego żoną, ja to wiem, ale nie wiem kiedy moją będzie.

Zuzia (wchodzi i oddaje kartkę Marskiemu).

Od Jegomości.

Marski.

Kartka do mnie?

Zuzia (na stronie do Klary).

Co tam słychać?

Klara.

Źle, odmówił.

Zuzia.

Nie mówiłam, stary dla siebie ptaszka chowa, ale z tego nic nie będzie.

(Zuzia wybiega.)
Marski (czyta).

„Ponieważ odmówiłem i odmawiam jeszcze raz stanowczo Panu Marskiemu rękę Panny Klary Mileckiej, zostającéj pod moją opieką, nie widzę powodu, abyś Pan nadal zaszczycał mój dom bytnością swoją, inaczéj wystawisz się na nieprzyjemności. — Kasper Kokoszkiewicz m. p.“

Dowmund (p. k. m.)

Położenie nie tak łatwe do rozwiązania jak się zdaje; muszę przeto cały stan interesu objaśnić wam dokładnie, słuchajcie więc cierpliwie. Trzech było nas przyjaciół: nieboszczyk twój ojciec Klaro, Kokoszkiewicz i ja. Twój ojciec wywędrował za granicę, dorobił się majątku, pojął żonę i owdowiał; chcąc nareszcie z małoletnią córką do rodzinnego wrócić kraju, niespodzianie w drodze umarł.