Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/233

Ta strona została przepisana.


Zuzia.

Ja truchleję.

Kokoszkiewicz.

Mam broń, strzelać mogę... z daleka.

Klara.

No to strzel Pan.

Kokoszkiewicz.

Gdzież ten Filip?

Zuzia.

Kartki przylepia

Kokoszkiewicz.

Głupiec.

Zuzia.

Ależ tu działać potrzeba.

Klara.

Opiekunie ratuj nas!

Kokoszkiewicz.

Gdzież jest Filip?

Zuzia.

Ale idźże Pan idź.

Kokoszkiewicz.

Nie ma się przecie bać czego, bo w dolnych oknach kraty a piętro wysokie.

Zuzia.

Wysokie dla tego olbrzyma, szust i jest.

Klara.

Opiekunie ratuj nas!