Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/095

Ta strona została przepisana.


Potem znowu poszedł daléj,
Poszedł w grody, zamki, chaty,
Wszędzie wiązał swoją nić
Na budowę swéj świątyni,
Co miłością świat obejmie;
Ziarnko z ziarnkiem kleił w głaz,
Bo słuchajcie i ufajcie,
Już braterstwa nadszedł czas. —





GODFRYD.

W Beżyjskim zamku żałoba,
Po krużgankach, po komnatach
Sunie zwolna gromnic blask,
A przodem małe pachole
Srebrnym dzwonkiem w nocnéj ciszy
Przerywany szerzy dźwięk;
Oléj święty niesie kapłan,
Czarnem skrzydłem wieje śmierć.
Jak marmur biały, jak marmur
Chłodny na śmiertelnem łożu
Leży Godfryd, książąt wnuk;
Przy łożu klęczy rodzina
I modlitwą rzewnie płacze,
I do Boga wznosi wzrok;