Strona:PL Doyle - Ezaw i Jakób.pdf/55

Ta strona została uwierzytelniona.


łem się i przy ostatnich iskierkach zapałki ujrzałem... połatany pneumatyk Dunlopa.
Znajdowaliśmy się właśnie pod samem oświetlonem oknem.
— Muszę tam zajrzeć — szepnął Holmes — schyl się i zeprzyj się o ścianę. Wejdę ci na plecy.
Przez chwilę czułem jego stopy na ramionach po sekundzie Holmes był już na ziemi.
— Chodźmy — rzekł z zadowoleniem. — Nasza robota zakończona na dzisiaj. Nie sądzę, abyśmy się dowiedzieli czegoś więcej. Do zakładu kawałek drogi, a im prędzej tam będziemy, tem lepiej.
Przez całą drogę, która prowadziła po torfowisku, Holmes nie otworzył ust. Doszedłszy do zakładu, zboczył raz jeszcze i udał się dalej na stacyę w Mackleton, aby wysłać jak mówił parę depesz. Jeszcze późno w noc słyszałem głos jego. Pocieszał pana Huxtable, który był strasznie przybity z powodu śmierci nauczyciela. Następnie usłyszałem kroki Holmesa przy swoich drzwiach. Za chwilę wszedł do mnie spokojny i zadowolony, bez śladu zmęczenia.
— Wszystko dobrze, mój kochany — rzekł. — Przyrzekam ci, że przed wieczorem doczekasz się rozwiązania naszej tajemnicy.
Następnego dnia z rana, około 11ej, przechodziliśmy razem słynny szpaler grabowy w Holdernesse Hall. Przeprowadzono nas przez wspaniałe, sklepione wejście z czasów królowej Elżbie-