Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 08 - Pięć pestek z pomarańczy.pdf/10

Ta strona została uwierzytelniona.


Wogóle parę ostatnich lat obfitowało w niezwykłą ilość zbrodniczych wydarzeń; notatki moje wspominają o „Stowarzyszeniu Żebraków“, które w piwnicach pewnego handlowego domu miało swój klub tajemniczy, urządzony z niezwykłym przepychem, dalej znajduję w nich wzmiankę o zbrodniczem zatopieniu parowca „Zofia Anderson,“ o niezwykłych przygodach Patersona na wyspie Uffie, o sprytnem otruciu Cambervella. W tej ostatniej sprawie, pozbawionej wszelkich danych, któreby na ślad naprowadzić mogły, Szerlok Holmes wykrył zbrodniarza przez nakręcenie zegarka ofiary, wykazując jednocześnie, że zegarek ów na dwie godziny przed śmiercią denata był nakręcony i że zaraz potem nieszczęśliwa ofiara położyła się do łóżka, co dla samej sprawy miało znaczenie decydujące.
Z tych wszystkich jednak wypadków najbardziej niezwykłym i nawet tragicznym jest ten, który poniżej zamierzam opowiedzieć.
Było to w ostatnich dniach września. Burze jesienne od paru dni srożyły się z niezwykłą mocą, wiatr wył od rana i deszcz ulewny tłukł o szyby z taką siłą, że ludzie odrywali się mimowolnie od zwykłych zajęć swoich i w tem olbrzymiem środowisku, w tym ręką ludzką zbudowanym Londynie, wśród ochronnych wynalazków cywilizacyi drżeli przed potęgą sił natury, które tam za oknami ryczały i wyły, niby uwolnione z pęt dzikie bestye.
Nad wieczorem burza wzmogła się jeszcze i wiatr, wpadając przez komin, jęczał i łkał, niby skarżące się dziecko. Szerlok Holmes siedział przed ogniem i milczący, zadumany podpisywał okładki swoich aktów kryminalnych, ja zaś pogrążyłem się całkowicie w czytaniu jednego z owych zajmujących romansów morskich Clarka Russela. Dzikie odgłosy burzy harmonizowały doskonale z treścią czytanej przezemnie książki i chwilami, pod wpływem monotonnego plusku deszczu, zapominałem o otoczeniu i zdawało mi się, że słyszę zbliżający się szum bałwanów morskich, które za chwilę pochłonąć mię miały całkowicie.