Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 08 - Pięć pestek z pomarańczy.pdf/13

Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak jest, — odparł Holmes spokojnie. — Został podstępnie oskarżony o fałszerstwo w karty.
— Powiedział mi, — ciągnął dalej młody człowiek, — że pan umiesz wykryć wszystko.
— W takim razie powiedział zbyt wiele, — odrzekł Holmes z uśmiechem.
— Powiedz mi pan, — zająknął się młodzieniec, — czy nigdy nie oszukano pana?
— O, owszem, — uśmiechnął się znowu mój przyjaciel. — Dałem się zwieść cztery razy: trzy przez mężczyzn, a raz przez kobietę.
— Cóż to znaczy wobec tylu powodzeń?
— Zapewne, nie jest to zbyt wiele, powodzenie stale mi dopisuje.
— Dałby Bóg, aby nie zawiodło pana i w mojej sprawie.
— Przysuń pan, proszę, fotel do ognia i opowiedz, co pana właściwie do mnie sprowadza. W czem mogę być pomocnym panu?
— Jestto rzecz niezwykłej doniosłości.
— Domyślam się, — przerwał Holmes. — W drobnych sprawach nie zwracają się do mnie. Jestem jakby ostatnią instancyą, — dodał z uśmiechem.
— Podziwiam umiejętność pana i jego olbrzymią praktykę, — rzekł po chwili młody człowiek, — a jednak wątpię, czy w tej praktyce napotkał pan kiedykolwiek bardziej tajemniczy łańcuch wypadków, niż ten, który opasał rodzinę naszą i prześladuje nas z ojca na syna.
— Zaciekawiasz mnie pan, — rzekł Holmes z nagłym błyskiem w oczach. Opowiedz swoją sprawę w głównych zarysach, o szczegóły pytać będę w miarę potrzeby.
Młody człowiek przysunął swój fotel do ognia i wyciągnął przemoczone nogi.