Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 08 - Pięć pestek z pomarańczy.pdf/17

Ta strona została uwierzytelniona.


— Co to wszystko znaczy? — zapytywałem sam siebie. Dlaczego stryj taki przerażony tą przesyłką? Czyżby mu naprawdę groziło jakieś niebezpieczeństwo?
Nie umiałem znaleźć odpowiedzi i, nie skończywszy śniadania, wyszedłem z pokoju, chcąc się przejść po ogrodzie. W sieni spotkałem wychodzącego ze swego pokoju stryja. W jednem ręku trzymał wielki zardzewiały klucz od tajemniczego pokoju, w drugiem żelazną kasetkę, podobną do tych, w jakich zwykle przechowują się pieniądze.
— Mogą czynić, co im się podoba, — szeptał do siebie z jakąś ponurą zawziętością, — ja im nie ulegnę! Ujrzawszy mnie, zwrócił ku mnie głowę i rzekł rozkazująco:
— Powiedz Maryi, żeby rozpaliła u mnie suty ogień i poszlij natychmiast po pana Fordam, adwokata z Horzam.
Machinalnie wykonałem to polecenie i wyszedłem zamyślony do ogrodu.
W kilka godzin później stryj przysłał po mnie. Kiedy wszedłem do jego pokoju, na kominku dogasał ogień, przedzierając się przez całą masę popiołu jakby po spalonych papierach; obok stała otworzona kasetka, pusta już teraz, a na odwrotnej stronie wieka zdaleka widać było wyryte trzy K.
— Johnie, — rzekł stryj, muszę zrobić testament i pragnę, abyś był drugim świadkiem. Cały mój majątek w ziemi i gotówce zapisuję mojemu bratu, a twemu ojcu, który bezwątpienia przekaże go tobie. Jeżeli ojciec twój będzie mógł to uczynić w spokoju, przyjmij dziedzictwo bez zastrzeżeń, gdyż wszystko jest w porządku. W przeciwnym razie zrozum, że razem z majątkiem zostawiam ci w spuściźnie nieprzejednanego wroga. Przykro mi, mój chłopcze, że ci takiej wątpliwej wartości spadek zostawiam, ale nie jestem pewien, jak się rzeczy ułożą. Tymczasem podpisz ten papier, który ci pan Fordam pokazuje.