Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 08 - Pięć pestek z pomarańczy.pdf/21

Ta strona została uwierzytelniona.


— Więc pozwól mnie się tem zająć, — prosiłem dalej.
— Zabraniam ci stanowczo! — zawołał ojciec. Na tego rodzaju głupstwa najlepszą odpowiedzią jest milczenie.
Nie nalegałem dłużej, gdyż wiedziałem, że nic nie jest w stanie wpłynąć na zmianę przekonań mojego ojca. Był on aż do przesady stanowczym i niewzruszonym, choć może nieraz żałował tego w cichości. Nie nalegałem, ale najstraszniejsze przeczucia opanowały mnie od tej chwili.
Na trzeci dzień po otrzymaniu koperty ojciec mój wybrał się w odwiedziny do starego swego przyjaciela, majora Freebody, który mieszkał w jednym z fortów Portsdownhillu. Ucieszyłem się z tego zamiaru, gdyż w naiwności ducha przypuszczałem, że największe niebezpieczeństwo grozi mu właśnie w domu. Niestety, myliłem się najzupełniej. Dwa dni upłynęło od wyjazdu ojca, kiedy nagle otrzymałem od majora depeszę, wzywającą mnie natychmiast.
Pełen najczarniejszych przeczuć wyjechałem posłusznie, lecz pomimo pośpiechu zdążyłem zaledwie na pogrzeb mego biednego ojca. Opowiedziano mi tylko, że ojciec wracał właśnie z Farcham, podczas niezwykle silnej mgły i, nie znając dokładnie okolicy, wpadł do jednego z nieogrodzonych wapiennych dołów, który stał się jednocześnie jego grobem. „Śmierć z przypadku“ jednogłośnie orzekli panowie przysięgli. I rzeczywiście, pomimo najstaranniejszych badań i rozpytywań się, nie znaleziono ani na ciele ojca, ani w towarzyszących jego śmierci okolicznościach nic podejrzanego. Na drodze najmniejszych śladów czyjejkolwiek obecności, na ubraniu najmniejszego podejrzanego pyłku, najmniejszego nieporządku, jednem słowem nic, literalnie nic, ot, śmierć z przypadku! A jednak w duszy mojej żyje i nie mogę się pozbyć tego poczucia, że ojciec mój padł ofiarą wyrafinowanej zbrodni.