Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 08 - Pięć pestek z pomarańczy.pdf/22

Ta strona została uwierzytelniona.


Po pogrzebie wróciłem do samotnego domu ze strasznem uczuciem przygnębienia. Dziwi się pan zapewne, dlaczego nie sprzedałem tego przeklętego kąta i nie wyprowadziłem się gdzieindziej? W pierwszej chwili myślałem o tem, po głębszem jednak zastanowieniu zrozumiałem, że niebezpieczeństwo przywiązanem jest do nazwiska naszego, a nie do miejscowości, że więc jednakowo grozić mi ono będzie w domu czy po za domem.
Przez dwa lata i osiem miesięcy żyłem w Horzam jaknajspokojniej, nie napastowany przez nic i nikogo. Zacząłem już nawet przypuszczać, że nieznani mściciele ograniczyli się dwiema ofiarami i mnie już zostawią w spokoju.
Nie znałem ich jednak widocznie, bo oto wczoraj rano otrzymałem i ja tajemniczą przesyłkę i w tej samej formie jak mój biedny ojciec.
Młody człowiek wyciągnął z bocznej kieszeni surduta zmiętą kopertę i wysypał z niej na stół pięć suchych pestek z pomarańczy.
— Oto owa koperta, — rzekł, — stempel wykazuje, że pochodzi ona z wschodnio londyńskiego urzędu pocztowego. Oto wewnątrz trzy K. i napis: „Połóż papiery na kompasie“.
— I co pan zrobiłeś? — zapytał badawczo Holmes.
— Nic.
— Nic?!
— Nic, — odrzekł, kryjąc twarz w białe, delikatne dłonie. — Jeśli mam być bezwzględnie szczerym, to przyznam się panu, że odbiegła mię zupełnie chęć walki. Czuję się zgubionym bez ratunku. Zdaje mi się, że jestem owym królikiem, urzeczonym przez jadowitego węża i dobrowolnie wchodzącym mu w paszczę. Jestem w jakichś strasznych, niemiłosiernych rękach i nie wiedząc, skąd cios na mnie spadnie, nie umiem się nawet bronić.