Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 08 - Pięć pestek z pomarańczy.pdf/33

Ta strona została uwierzytelniona.


— Muszą to być sprytne dyabły! zawołał po chwili. W jaki sposób mogli go tam zaciągnąć, przecież to nie po drodze? Naturalnie, o tej porze zbyt wielu świadków mogło było być na moście. Ale zobaczymy, Watsonie, kto z nas jeszcze wygra. Ja wychodzę.
— Do policyi?
— Nie. Ja sam dla siebie stanowię policyę. Oni mogą tylko złapać muchy, ale siatkę ja przygotują.
Cały dzień oddawałem się obowiązkom mego zawodu i dopiero późnym wieczorem wróciłem na Bakerstreet. Holmesa jeszcze nie było. Około dziesiątej przyszedł wreszcie blady i zmęczony i skierował się prosto do kredensu, gdzie ukrajał sobie kawałek chleba, zjadł i popił szklanką wody.
— Głodny jesteś — zauważyłem.
— Jestem formalnie przegłodzony. Od śniadania nic w ustach nie miałem.
— Nie może być!
— Nie miałem czasu pomyśleć o sobie, — uśmiechnął się Holmes.
— Zdobyłeś co?
— Bardzo wiele, — odparł z dumą.
— Wpadłeś więc na ślad zbrodniarzy?
— Trzymam ich dobrze w garści. John Openshaw nie długo będzie na zemstę czekać. Musimy użyć ich własnego dyabelskiego znaku. Nieprawdaż, że to dobrze pomyślane?
— Nie rozumiem ciebie.
Zamiast odpowiedzi Holmes wyjął z szafy pomarańczę, wycisnął z niej pestki i, wysuszywszy je cokolwiek, pięć z nich włożył do koperty, wewnątrz której napisał: „S. H. dla J. O“. Potem zapieczętował ją sta-