Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 09 - Spuścizna rodowa.pdf/24

Ta strona została uwierzytelniona.


tym dokumencie. Dlaczego staremu słudze rodziny zależało tak bardzo na tem, aby zbadać tę starą formułę? Zapewne dlatego, że widział on w tem coś, czego dostrzec nie mogły całe pokolenia tego szlacheckiego rodu w ciągu całych stuleci i z czego spodziewał się on wyciągnąć pewną korzyść osobistą.
Cóż to być mogło? i jaki wpływ mogło to wywrzeć na los Bruntona?
Rozumiałem doskonale, że wskazówki co do miary w rytuale tyczyć się muszą pewnego miejsca, do którego się ściąga cała treść dokumentu. Gdyby się znalazło to miejsce, to możeby można było wpaść na trop tajemnicy, którą dawni Musgravowie uwiecznili w sposób tak dziwaczny.
Na początku poszukiwań mieliśmy dwa drogowskazy — dąb i wiąz. Omyłka co do dębu była niemożliwa. Był on bardzo widoczny. Wznosił się on nawprost domu, na lewo od alei. Był to prawdziwy patryarcha wśród innych drzew i jeden z najpiękniejszych dębów, jakie kiedykolwiek widziałem.
Przejeżdżając koło dębu, zapytałem:
— To drzewo istnieje równie dawno, jak rytuał pańskiej rodziny.
— Istniał on zapewne już w epoce zdobycia Anglii przez Normandów, odparł Musgrave. Drzewo to ma dwadzieścia trzy stopy objętości.
— Czy ma pan — zapytałem — równie stare wiązy?
— Jeden bardzo stary stał tam, ale przed dziesięciu laty uderzył weń piorun, i kazaliśmy go ściąć.
— Czy można zobaczyć, gdzie stał?
— Owszem.
— Czy innych wiązów niema?
— Niema, ale jest dużo buków.