Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 09 - Spuścizna rodowa.pdf/29

Ta strona została uwierzytelniona.


śleliśmy o starej skrzyni. Patrzyliśmy z osłupieniem na postać, która siedziała w kuczki przed nią. Był to mężczyzna w czarnem ubraniu. Ręce miał wyciągnięte z obu boków, a głowę opartą na brzegu skrzyni. W tem położeniu cała jego krew nabiegła mu do twarzy i w niej zakrzepła. Trudno było poznać to wykrzywione czerwonosine oblicze. Lecz po wzroście, włosach i ubiorze klient mój poznał Bruntona. Wyciągnęliśmy go na wierzch. Był to już trup od dni kilku. Na ciele jego nie było najmniejszej rany — nic, coby wskazywało, jaką zginął śmiercią. I kiedy wyniesiono trupa, stanęliśmy znowu wobec okropnej tajemnicy.
Przyznam ci się, Watsonie, że czułem wówczas wielki upadek ducha. Sądziłem, że zagadka powinna być rozwiązana, skoro wynalazłem miejsce, wskazane w rytuale. Tymczasem po tem wszystkiem równie mało jak na początku wiedziałem o tem, co z taką ostrożnością ukrywać mogli dawni Musgravowie. Wprawdzie odnalazłem nieszczęsnego Bruntona, ale potrzeba było jeszcze skonstatować rodzaj jego śmierci i dowiedzieć się, jaką rolę w tem wszystkiem odgrywała kobieta, która również zniknęła. Usiadłem na beczce w kącie i utonąłem w rozmyślaniu.
Znasz moją metodę w podobnych razach. Staram się wejść w skórę człowieka, o którego mi chodzi, aby w ten sposób mieć miarę jego zdolności duchowych. Wtedy zapytuję siebie, jakbym postąpił, gdybym się znalazł w podobnych okolicznościach. W danym wypadku to, że rachować mogłem na wybitne zdolności Bruntona, ułatwiało mi znakomicie zadanie, bo nie potrzebowałem się zniżać i rozpatrywać rzeczy z cudzego stanowiska. Rozumowanie moje było proste: Brunton wiedział, że ukryto rzecz pewną wielkiej wartości i odnalazł jej kryjówkę. Lecz kamień, który trzeba było podnieść, był za ciężki na siły jednego człowieka. Cóż miał zrobić? Czy wezwać pomocy z zew-