Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 09 - Spuścizna rodowa.pdf/30

Ta strona została uwierzytelniona.


nątrz? Gdyby nawet była ona również godna zaufania, musiałby, otwierać drzwi, narażając się przytem niechybnie na wykrycie. Byłoby o wiele lepiej, gdyby mu okazał pomoc ktoś z domowników. Ale kto? Ta młoda dziewczyna była mu bardzo oddana. Z trudnością przychodzi mężczyźnie przedstawić sobie, że już nie jest kochany przez kobietę, nawet jeśli obszedł się z nią nieuczciwie. Zdawało mu się rzeczą tak naturalną zawrzeć pokój z młodą Howells. Kilka podarunków i trochę nadskakiwania wystarczy, aby sobie zapewnić jej pomoc. Gdy noc nastała, zeszli razem do piwnicy i we dwoje podnieśli kamień. Aż dotąd ich postępowanie było dla mnie równie jasne, jak gdybym ja sam działał.
Podnieść płytę we dwoje — była to ciężka praca. Musieliśmy przytem, ja i tęgi policyant, dobrze się wytężać. Jakże postąpili oni? Wyobraźmy sobie, że jestem na ich miejscu...
Tu wstałem i zacząłem uważnie oglądać rozrzucone tu i ówdzie szczapy drzewne. Za chwilę już miałem to, czego się spodziewałem. Jedna ze szczap, długa na trzy stopy, miała u końca głębokie wgłębienie, a kilka innych były zgniecione płasko, jakby pod wpływem ogromnego ciężaru. Widocznie, poruszyli oni z miejsca kamień i w powstałą w ten sposób szparę powtykali kawały drzewa, dźwigając zwolna kamień coraz bardziej w górę. Wreszcie, gdy otwór był już dostatecznie wielki, by się było można przezeń prześlizgnąć, podparli płytę drągiem. Aż dotąd rozumowanie moje szło gładko.
Ale jak odtworzyć przebieg tego dramatu nocnego. Rzecz pewna, że tylko Brunton zeszedł do jamy; młoda dziewczyna zapewne czekała nań u wejścia. Brunton otworzył skrzynię, zawartość jej podał wspólniczce... ale co zaszło potem???