Strona:PL Doyle - Tajemnica oblubienicy i inne nowele.pdf/192

Ta strona została skorygowana.

oto biegnie Simpson, aby mi dać sprawę z powierzonego mu zadania.
— Jest w domu, jest w domu, mr. Holmes — wołał ulicznik, pędząc naprzeciw nas.
— Dobrze, Simpsonie — rzekł mój przyjaciel, głaskając go po głowie. — No chodźmy Watsonie, mieszka w tym domu.
Holmes posłał kalece swoją kartę wizytową i kazał mu powiedzieć, że chce się z nim rozmówić w bardzo ważnej sprawie.
W kilka minut później stanęliśmy naprzeciw człowieka, którego tak pragnęliśmy widzieć. Pomimo ciepła na dworze, siedział skulony przy kominku, w pokoju było tak parno jak w piecu. Cała jego postać była dziwnie pokrzywiona, lecz na wychudłej, słońcem spalonej twarzy znać było ślady dawnej piękności rysów. Spoglądał na nas nieufnie wyblakłemi oczyma, potem, nie mówiąc ani słowa, nie ruszając się z miejsca, wskazał nam dwa krzesła, stojące w pobliżu kominka.
— Jeżeli się nie mylę, mam przed sobą mr. Henryka Wood z Indyi? — rzekł Holmes przyjacielskim tonem. — Chciałbym pomówić z panem kilka słów o śmierci pułkownika Barclay’a.
— Skądże ja miałbym coś o tem wiedzieć?
— O to mi właśnie chodzi. Albowiem gdyby sprawa nie została wyjaśniona, to w takim razie pani Barclay, którą znasz pan dobrze jeszcze z Indyi, zostanie wedle wszelkiego pra-