Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/234

Ta strona została uwierzytelniona.


30.  Literat na prowincyi.
(list do wydawcy tygodnika petersburskiego).


Zapewne od niejakiego czasu winisz mnie Pan (a ja tego nie mam za złe, owszem wdzięczen byłbym za ten dowód interesowania się), że dawniéj jeden z najgorliwszych, najnatrętniejszych korespondentów Tygodnika, teraz rzadziéj się w nim niż przedtém ukazuję. Potrzebuję się z tego wytłómaczyć, aby z boku patrzący nie osądzili tego fałszywie i nie domyślali się, czego niéma. Już téż kilka osób zapytywało mnie, dlaczego mniéj teraz pisuję do Tygodnika. Otóż wymówię się przed panem i wytłómaczę się przed ciekawemi, a jeźli w tym wykładzie przyczyn zaczepię (bo zaczepić muszę) swego ja i wyprowadzę na scenę siebie, pan mi tego za złe nie weźmiesz, bo dobrze wiesz, że to nie grzech; jeśli zaś inni pokręcą głową, to niechaj kręcą szczęśliwie. Nie mógłby człowiek stąpić kroku po téj drodze życia nieszczęśliwej, gdyby się ciągle obracał i oglądał, co o tém ludzie powiedzą. A zatém my swoje róbmy a im dozwólmy kręcić głowami, tupać nogami i krzywić nosami, skoro im to może zrobić przyjemność. Teraz zaś do rzeczy.
Pan mieszkając w stolicy, nie masz podobno wyobrażenia o życiu literata na prowincyi, chyba przeczuciem. Nie mówię tu o pseudo-literatach i hemi-literatach, którzy się łatwo pogodzą z życiem wiejskiém, lecz o tych, którzy się zupełnie i wyłącznie poświęcają literaturze, jak ja. Mam bowiem, zdaje mi się, prawo powiedziéć to nawet sam o sobie, że się temu poświęciłem i oddałem, gdy codziennie mi się i gorzko najczęściéj to poświęcenie przypomina. Jest więcéj takich, którzy wolne tylko godziny, niedogryzki życia, umysłowym zajęciom ofiarują, lecz mnie się zdawało zawsze, że aby skutecznie pracować i z siebie dla siebie coś zrobić i dla ludzi być użytecznym, trzeba oddać lepszą i większą część życia. Cóż za tém poszło? Naturalnie zapomnienie o wszystkiém, wyrzeczenie się wszyst-