Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/508

Ta strona została uwierzytelniona.


sunek z nią był w swoim rodzaju osobliwy, była bowiem znacznie młodszą ode mnie, a ja, choć się szalenie kochałem, miłości téj musiałem nadawać ton i powagę przywiązania wujaszka do siostrzenicy. Wprawdzie ułatwiało to stosunki, czyniło je poufalszemi, lecz pewnéj granicy przejść nie dozwalało. Dziewczę było nad wiek swój roztropne, z główką otwartą, z sercem, co kochać umie głęboko, spokojnie, cicho.
Nie potrzebuję przypominać ichmościom, że jak ludzi jest rodzajów wiele, tak i miłości ich różne bywają, szczególniéj zaś u kobiet napatrzéć się można osobliwych, ale najrzadszą jest ta poczciwa miłość, jaką i ja dla Lorci i ona miała dla mnie. Wiedzieliśmy doskonale, żeśmy się kochali, bo na to słów nie trzeba i wyznań, ani ja, ani ona na pewnośmy nie mogli przewidywać, czy kiedy co z tego będzie, aleśmy siebie pewni byli, że choćby przyszło z największemi walczyć przeszkodami i czekać jak najdłużéj, zmienić to nas nie potrafi.
Gdy się goście rozjechali, a mnie starościna oddalić się nie dawała, i wszystkich oficyalistów zwoławszy, przykazała mi posłuszeństwo, rozpoczęło się dawne regularne życie w Zabłociu. Brakło nam tylko poczciwego staruszka, którego krzesło zostało próżném, aleśmy wspomnieniami jego żyli.
Pani Boguszowa nie jak czasem inne, niby wielce zbolałe niewiasty, które zacierają pamięć osób opłakiwanych i usuwają wszystko, co-by je mogło przypominać, przeciwnie zachować się starała, co utrwalało wspomnienie nieboszczyka, mówiła o nim, opowiadała przeszłość, zdawała się miéć upodobanie do wskrzeszania dni ubiegłych.
Wieczorami przychodziła do salonu, i tu na czytaniu lub rozmowie kilka godzin ubiegało. Opowiadania o staroście szczególniéj były do mnie zwrócone dlatego, żem ja przez długi czas go nie widział i nie znał. Zawsze bowiem rachowałem się za tego szwoleżera, który zawczasu z domu rodzicielskiego uszedł i wstąpił do wojska.
Nigdybym nie wytrwał w téj biedzie, gdyby nie pani Sawicka. Kochała ona matkę nadzwyczajnie i z miłości dla niéj mnie jak na sznurku trzymała. Gdym się czasem poskarżył, patrzała mi w oczy, ruszając ramionami.
— Czyżbyś pan w poczciwém sercu swojém żadnéj nie znalazł kompensaty za tę ofiarę, jaką dla nas czynisz! — mówiła.
Być może, iż Lorcię miała na myśli, ale ani jéj się z nią narzucać mi nie wypadało, ani korzystając z położenia, sięgać zaraz po rekompensę.
Gdyby wygódki, pieszczoty, nadskakiwania mogły osłodzić czło-