Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.3.djvu/269

Ta strona została uwierzytelniona.


Skrywającej w cień ponury
Żniwny rozłóg, by za chwilę
W bezlitośnej sypnąć sile
Mroźnym gradem... Tylko czasem,
Kiedy strzeli ponad lasem —
Nad rozłogiem kiedy strzeli
Błyskawicznej smug topieli,
Kiedy piorun za piorunem
Zacznie szarpać chmur całunem
I, w niszczącej swej potędze
Rozszalały, groźny, dziki,
Bezechowe chłonie krzyki
Tego ludu, który nędzę
U kołyski ma i trumny,
Duch Twój, patrząc w zamęt tłumny
Klęsk i cierpień i rozpaczy —
W zniweczony patrząc szlak,
Jak wylękły staje ptak,
Swą obecność jękiem znaczy
I ku niebu zgniewanemu
Rzuca smutne: czemu?! czemu?!
Niebiosa mu nie odjękły,
A on, duch Twój, ptak wylękły,
Połamane skrzydła nurza
W tych zatorach, które burza
Wyżłobiła gromów mocą,
I, osłonion żalów nocą,
Rzuca niebu milczącemu
Swoje żalne: czemu?! czemu?!
O radości, o rozkoszy!
Słońce czarne kłęby płoszy,
Rozwarły się nieb wierzeje,
W blaskach łąka w głos się śmieje,
Jaskrów śmieją się tysiące
W ono słonko promieniące,
A w piwnicy blade dziecię
Zapłakanej pyta matki: