Strona:PL Karol Dickens - Maleńka Dorrit.djvu/136

Ta strona została skorygowana.


Ale Fanny wzruszyła tylko ramionami i odwróciwszy się z pogardą, przeszła na przeciwną stronę.
Emi ujęła znów starca pod rękę i weszła do więzienia. Na dziedzińcu spostrzegła ojca, który zmierzał właśnie w tę stronę. Ujrzawszy ją, przystanął, odwrócił się i nie witając pana Nandy, spiesznie odszedł do siebie.
Teraz już przestraszona maleńka Dorrit prosiła starca, aby posiedział chwilę na ławce przed mieszkaniem odźwiernego, a sama pobiegła na górę.
Zastała pana Dorrit na fotelu, z twarzą ukrytą w dłoniach.
— Ojcze, co się stało? — zawołała Emi. — Czy sprawiłam ci jaką przykrość?
— Dziecko więzienia! — zawołała Fanny, wbiegając też po schodach.
Pan Dorrit skinął na nią, żeby umilkła, i odsłonił zbolałe oblicze.
— O Emi! — rzekł — wiem dobrze, że nie miałaś złego zamiaru, a jednakże dotknęłaś mię boleśnie.
— Nie rozumiem, ojcze! — zawołała Emi, bliska płaczu. — Zawsze byłeś tak dobry dla biednego Nandy.
— Tak — powtórzył pan Dorrit — lituję się nad nędzą tego starca i przyjmuję go chętnie, jak wiernego sługę, dla którego moje względy mają wysokie znaczenie. Ale to ma granice. Moje dziecko pod rękę z żebrakiem w liberji... O, to dla mnie za wiele!
Wtem ktoś zapukał do drzwi. Wszedł John z listem, przysłanym przez posłańca. Pan Dorrit uspokoił się natychmiast.Otworzył list, dość zręcznie wsunął w rękę bilet bankowy, jaki się w nim znajdował, i zaczął wpół czytać, a wpół objaśniać głośno.
— Od pana Clennam... przyjdzie dzisiaj popołudniu... przesyła pozdrowienie... ma nadzieję, że zastanie cię tu, Emi! Dziękuję, Johnie. Czy kto czeka na odpowiedź?
— Nie, panie.
— Bardzo ci dziękuję, Johnie. Kłaniaj się matce. Spodziewam się, że zdrowa?