Strona:PL Karol Dickens - Maleńka Dorrit.djvu/142

Ta strona została skorygowana.


tylko o to, żebyś wtedy... obdarzyła mię zaufaniem. Czy przyrzekasz?
— Dziękuję. Ale to się nigdy nie stanie.
— Więc mogę na to liczyć? maleńka Dorrit... Dziś i zawsze?
— Nic prawie nie mam do ukrywania przed panem.
— Mogę być tego pewny? Mogę być spokojny, kiedy zacznę myśleć o tobie sam w swoim pustym pokoju?
Szybkie kroki dały się słyszeć na schodach, Emi spojrzała na drzwi zaniepokojona, ktoś zapukał mocno, ale niepewną ręką, jednocześnie prawie drzwi się otworzyły i wszedł Pancks ze zwichrzoną jak nigdy czupryną, z palącemi się czarnemi oczami, sapiąc jak lokomotywa i rozlewając zapach piwa i tytoniu.
— Pancks-Cygan, wróż, dobra nowina! — bełkotał.
Uśmiechał się dziwnie i stał nieruchomy na progu, obejmując pokój, Artura i Dorrit takim wzrokiem, jakby był panem Marshalsea, wszystkich tu uwięzionych i wszystkich dozorców. Podniósł do ust cygaro i puścił taki kłąb dymu, że prawie zniknął z oczu w tym obłoku, a gdy się znów ukazał, prawe oko miał przymrużone, a lewe rzucało jakieś dziwne blaski.
— Pancks wróż — Cygan... — powtarzał. — Śpiewałem w kawiarni. Nie znam się na muzyce, ale to wszystko jedno! Mogę dziś nawet tańczyć, jeśli chcecie.
Emi widocznie drżała, Artur przypuścił na chwilę, że Pancks się upił, ale zrozumiał zaraz, że choć piwo istotnie zawróciło mu trochę w głowie, jakaś głębsza przyczyna podnieca go do tego stopnia.
— Dzień dobry państwu — zaczął — Wiem od pana Dorrit, że tu jesteście. Jakże zdrowie, miss Dorrit? Jak zdrowie, panie Clennam? Do pana na chwileczkę mam interes... Nie chcę, żeby tam spostrzegli, że mnie niema. Ja dziś funduję wszystkim!
Zdawało się, że jakieś iskry elektryczne tryskają z jego oczu i wzburzonych włosów, a gdy wybuchnął rżeniem, które było śmiechem, Emi, drżąc z trwogi, mocniej ścisnęła rękę Artura.