Strona:PL Karol Dickens - Maleńka Dorrit.djvu/226

Ta strona została przepisana.


Artur z rozrzewnieniem patrzył na lichą izdebkę, w której płynęło życie cichej bohaterki, widział ją przy tem oknie, które pozwalało sięgnąć wzrokiem za mur więzienny, tu siedziała, myślała, pracowała zawsze dla innych, zawsze dla kochanych.
John zjawił się nakoniec, przyniósł chleb, masło, wędlinę, sałatę, nakrył stół, poukładał te specjały na talerzach i listkach kapusty, nalał herbatę i zaprosił gościa do stołu.
Ale Artur jeść nie mógł. Nie mógł przełknąć chleba, który rozsypywał mu się w ustach niby piasek, czuł wstręt do mięsa. Pił tylko herbatę, żeby gospodarzowi nie robić przykrości.
John zapraszał, wkońcu sam stracił apetyt.
— Powinienem był zanieść panu tam posiłek — odezwał się po chwili — tu... wobec tych ścian, świadków jej miłości... nie, niepodobna!
Artur otworzył oczy, patrząc ze zdziwieniem na wzburzoną twarz Johna — wreszcie spytał cicho:
— Czyjej miłości?
John oblał się rumieńcem, a jego większe oko cisnęło błyskawicę gniewu.
— Czyjej? — powtórzył. — O, nie przypuszczałem, że... pan chce... tak udawać!
— Słowo ci daję, Johnie, że nic nie rozumiem. Miłości maleńkiej Dorrit? Mówiłem o tem z twoją matką... wiesz zapewne... pytałem także maleńkiej... o ile mogłem delikatnie... gdyby się przyznała... pragnąłem bardzo szczerze pomóc waszemu szczęściu... Jednak... zdaje mi się...
Teraz John miał szeroko otwarte źrenice, a wyraz jego twarzy takie wyrażał zdumienie, że Clennam umilkł nagle.
John zbudził się jak ze snu.
— Oh... ona! — jęknął. — Ona nie mogła mię kochać... Za nisko jestem dla niej! Ona... Dlaczego pan to wszystko mówi? Dlaczego pan udaje? — powtórzył znów z gniewem. — Pan wie dobrze, że oddała serce panu!
Artur cofnął się, jakgdyby te słowa były dla niego ude-