Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/168

Ta strona została skorygowana.


giąwszy wysoko spódnicę, zaczęła tańczyć przed kataryniarzem. Ciężki jéj, jasny warkocz rozplótł się do połowy i opadł, głowa się chwiała z ramienia na ramię, ledwie zapięty stanik odsłaniał gibką szyję. Nie była widać zupełnie trzeźwą, bo oczy mgłą jéj zaszły, a splątany język nie domawiał wyrazów brudnéj ulicznéj piosnki, którą sobie do tańca wtórzyła.
Kupka dzieci obstąpiła tancerkę i katarynkę. Hanka przystanęła za niemi i patrzała na dziewczynę z dziwem. Poznała ją. Była to Mańka Czerkas, przed rokiem wypuszczona z więzienia, która téż swego czasu z partyą do Grójca wysłaną została. Ale już i uliczna Herodyada spostrzegła Hankę, stanęła, przytomniéj jakoś spojrzała i poleciała do niéj, roztrącając dzieci i zataczając się po drodze.
Blacharzówna odwróciła głowę, chciała odejść. Ale napół pijana dziewczyna już jéj leżała na szyi i ściskać ją zaczęła.
— Hanka! Jak Bozię kocham, Hanka! Gdzie ty wędrujesz? Dawno cię puścili?... Dawajże gęby, dziewczyno! A tośmy się zeszły!
Hanka odstąpiła krokiem.
— Bój się Boga, Mańka! To ty nie w Grójcu?
— A cóż to ja głupia w Grójcu siedziéć, czy co? — okrzyknęła się dziewczyna. — Psom ogony lepiéj wiązać, niż w takim Grójcu siedziéć!
— Toś ty tam nie była?
— Co nie miałam być? Byłam. Przecie mnie z partyą pognali. Dwa dni byłam i trzeciego pół. A potém my się wszystkie zebrały i poszły: Józefa poszła, ja, Kwiatosińska poszła, Julka Mikusówna... Same się chłopy zostały. Tylko mój Antek z nami dra-