Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/77

Ta strona została uwierzytelniona.


z tego pomyślnego obrotu sprawy; była tak uszczęśliwiona, że stojącemu przy drzwiach chłopcu dała kawałek piernika, przygotowanego dla gościa.
Szajnerman chwilę jeszcze bawił, przedstawiając szczegóły swego projektu.
Stanęło na tém, że farbiarz dziś jeszcze odprowadzi Herszowi chłopca i że nieczęściéj jak raz w tydzień widywać go będzie.
Zaczęła się tedy dla biednego naszego chłopczyny druga faza sieroctwa, cięższa stokroć i smutniejsza niż dotąd.
Wygnańcem się czuł i opuszczonym — i pierwszą gorycz łez tutaj poznał. Dzieckiem był jeszcze drobném, potrzebował rozwijać się w cieple uczucia, jak pisklę w puchu.
A tu wyrzucono go zimą z gniazda jego i pozostawiono z tym już wpółzastygłym starcem, który dnie cale milczał, drzemiąc, a wieczorem rozpoczynał swoje żałobne, rozdzierające duszę modlitwy, przy odgłosie których sierota zasypiał snem gorączkowym, niespokojnym, męczącym.
Przyroda nie dawała mu teraz pociechy żadnéj. Jesienne wichry przestały huczéć nad Majdanami leśnemi. Czarny bór stał niemy i martwy, ostrą linią odcięty od śnieżnéj płaszczyzny. Obumarła rzeka nie porywała już oczu ciemną głębią wód swoich, pusto na niéj było i cicho, żadnego szumu, żadnego pluśnięcia, ni wiosła, ni rybki, ni skrzydeł jaskółczych.
Chłopcu zdawało się, że mu dusza kona wraz z tém bladem, stygnącém słońcem, które, rozproszywszy chmury, zaczynało się ukazywać na kilka chwil znikomych.