Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/100

Ta strona została przepisana.


ale interesuje mnie mocno Ryszard, który będąc zupełnie obcym tak się uprzejmie względem mnie znalazł, że pragnąłbym postawić pytanie, odnszące się do jego osoby.
— Ba — rzekł stary Hammond — gdyby nie był uprzejmym, jak się pan wyrażasz, względem człowieka zupełnie obcego, to uważanoby go za dziwaka, a ludzie mogliby go nawet unikać. Ale pytaj, pytaj, nie wahaj się stawiać pytań!
— Czy ma on ożenić się z tą piękną dziewczyną?
— Tak — odparł — mają się pobrać. Już raz był z nią ożeniony, a teraz jest chyba rzeczą jasną, że się z nią ożeni po raz drugi.
— Jakto? — spytałem ze zdumieniem.
— Oto cała historja — rzekł stary Hammond; jest ona dosyć krótka; a ufam, że jak obecnie to nawet i szczęśliwa: pierwszym razem żyli ze sobą przez dwa lata; oboje byli bardzo młodzi; tymczasem jej przyszło ni stąd ni z owąd do głowy, że się kocha w kim innym. Tak więc opuściła biednego Ryszarda; powiadam biednego, ponieważ on nie znalazł sobie żadnej pocieszycielki. Ale nie trwało to długo, bo zaledwie rok, gdy przyszła do mnie, miała bowiem zwyczaj zwierzać się przedemną ze swych zmartwień, pytając, co Ryszard robi i czy jest szczęśliwy i tak dalej. Widziałem więc jak sprawa stoi, i oświadczyłem jej, że jest bardzo nieszczęśliwy i że się wcale nie czuje dobrze;