Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/101

Ta strona została przepisana.


to ostatnie twierdzenie mijało się z prawdą. Reszty możesz się pan domyśleć. Klara przyszła do mnie dzisiaj na długą pogawędkę, ale Dick odpowie jej pragnieniom o wiele lepiej. Gdyby nie był zjawił się tu dzisiaj przypadkiem, byłbym musiał postać po niego jutro.
— Mój panie — rzekłem — a czy mają oni dzieci?
— Tak — odparł — dwoje; w tej chwili są pod opieką jednej z moich córek, gdzie też i Klara przeważnie czas spędzała. Nie chciałem stracić jej z oczu, gdyż byłem pewny, że się znowu połączą. Ryszard, który jest bardzo dobrym chłopcem, wziął sobie całą sprawę ogromnie do serca. Nie miał on przed sobą innej miłości, tak jak ona. Tak więc ułożyłem całą rzecz, jak to czyniłem w podobnych okolicznościach i dawniej.
— Chciałeś pan oczywiście — odezwałem się — trzymać ich zdala od sądu rozwodowego, który prawdopodobnie ma wiele takich spraw do rozstrzygnięcia.
— W takim razie przypuszczasz pan nonsens — odparł. — Wiem, że istniały ongi takie waryackie instytucye, jak sądy rozwodowe, ale rozważ pan tylko; wszystkie sprawy, jakie się tam rozstrzygały, były sporami o własność; a sądzę, kochany gościu, rzekł z uśmiechem, — że jakkolwiek przybywasz z drugiej planety, możesz wnioskować już z sa-