Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/135

Ta strona została przepisana.


Stary Hammond usadowił się w swem krześle z takim wyrazem zadowolenia, że aż mnie to nieco zaniepokoiło, i kazało się obawiać naukowej rozprawy: westchnąłem więc i czekałem. On zaś rzekł:
— Przypuszczam, że znasz pan dobrze proces rządowy, jaki był właściwy starym złym czasom?
— Powinienem przynajmniej wiedzieć — odparłem.
Hammond: Co stanowiło rząd tamtych czasów? Czy stanowił go parlament lub jakakolwiek jego cząstka?
Ja: Nie.
Hammond: Czyż parlament nie był z jednej strony rodzajem komitetu nadzorczego, którego zadaniem było pilnować interesów klas wyższych; z drugiej zaś strony rodzajem środka oślepiającego dla wprowadzenia lud w przypuszczenie, że bierze pewien udział w zarządzie własnemi sprawami?
Ja: Historya zdaje się nas tego istotnie pouczać.
Hammond: Do jakiego stopnia lud zarządzał własnemi sprawami?
Ja: Z tego, co słyszałem, wnioskuję, że lud zniewalał czasami parlament do ustanowienia prawa, legalizującego jakąś zmianę, która już zaszła.
Hammond: Więcej nic?
Ja: Zdaje mi się, że nie, bo jak mi wiadomo, to gdy lud uczynił wysiłek w kierunku usunięcia przyczyny swych skarg, wtedy występowało prawo, oświadczając, że to jest bunt, rewolta lub coś ta-