Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/136

Ta strona została przepisana.


kiego, i zabijając lub torturując inicyatorów podobnego usiłowania.
Hammond: Jeżeli więc parlament nie był rządem, ani też lud, to co było rządem?
Ja: Możesz mi to pan powiedzieć?
Hammond: Sądzę, że nie bardzo się pomylimy, mówiąc, iż rząd stanowiły sądy, popierane przez władzę wykonawczą, posiadającą w ręku brutalną siłę, którą otumaniony lud pozwalał władzy wykonawczej używać w jej własnych celach; mam tu na myśli armię, flotę i policyę.
Ja: Rozumni ludzie muszą panu przyznać słuszność.
Hammond: Teraz więc, co się tyczę owych sądów? Czy były to sprawiedliwe instytucye zgodne z pojęciami czasu? Czy ubogi człowiek miał widoki obronienia przed nimi swego mienia i swej osoby?
Ja: Stało się już komunałem, że nawet bogaci ludzie patrzyli na proces jak na nieszczęście, nawet w razie wygrania sprawy; a co się tycze biednych — no, uważano za cudowny objaw sprawiedliwości i dobrodziejstwa, gdy biedak, który się dostał raz w szpony prawa, uniknął więzienia lub ostatecznej ruiny.
Hammond: Zdaje się więc, mój synu, że rządzenie przy pomocy sądów i policyi, stanowiące prawdziwy rząd dziewiętnastego wieku, nie przedstawiało wielkiego zysku nawet dla ówczesnych