Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/168

Ta strona została przepisana.


nictwo komercyalne; propagowanie religii nie wyznawanej już więcej przez samychże propagatorów; ratowanie jakiegoś awanturnika czy mordercy-obłąkańca, którego występki postawiły go w przykre położenie wśród autochtonów „barbarzyńskiego“ kraju — słowem znajdowano jakikolwiek kij, którymby można psa uderzyć. Wtedy zjawiał się jakiś zuchwały, pozbawiony wszelkich zasad, ciemny awanturnik (rzecz wcale nie trudna w czasach współzawodnictwa), i jego to przekupywano po to, aby „tworzył nowy rynek“ przez zburzenie tradycyjnego porządku w skazanym na zagładę kraju, przez zniszczenie znalezionych tamże przyjemności i chwil wolnych. Narzucał tubylcom towary, których oni wcale nie potrzebowali, i brał „w zamian“ ich naturalne produkty (bo takiem mianem ochrzczono tę formę rabunku), i w ten sposób stwarzał „nowe potrzeby“, dla zaspokojenia których (to znaczy dla zgodzenia się na to, aby żyć według swoich nowych panów), nieszczęsny, bezbronny lud musiał zaprzedawać się w niewolę beznadziejnej pracy na to, aby mieć za co nabywać nicość „cywilizacyi“. Ach — rzekł staruszek, wskazując palcem na muzeum — czytałem tam książki i pisma, opowiadające dziwne zaiste historye o stosunku cywilizacyi (albo zorganizowanej nędzy) do „niecywilizacyi“; od czasu kiedy rząd brytański posyłał rozmyślnie zakażone ospą kołdry jako cenne podarunki dla niewygodnych sobie plemion czer-