Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/325

Ta strona została przepisana.


siedziała oparta o poduszki; ale nie czyniła wrażenia omdlałej ze słabości, bo poza jej zdradzała istotę silną, dobrze zbudowaną, tęgą tak na ciele jak i na umyśle.
— Patrz — powiedziała, zrywając się nagle ze swego siedzenia, bez widocznego wysiłku i utrzymując równowagę z doskonałym wdziękiem i łatwością — patrz na silny most!
— Nie potrzebuję patrzeć nań — odparłem, odwracając oczy od niej. — Wiem co to jest; chociaż — dodałem z uśmiechem — dawno temu, nie nazywaliśmy go wcale starym mostem.
Spojrzała na mnie łaskawie i rzekła:
— Jak nam dobrze idzie teraz, kiedy się pan już więcej nie potrzebujesz strzedz przedemną.
Bo mówiąc te słowa, patrzyła na mnie w sposób znaczący, aż dopóki nie musiała znowu usiąść, gdyśmy mijali środkowy łuk z całego szeregu małych ostrych luków najstarszego poprzez Tamizę mostu.
— O, jakież to piękne pola! — zawołała — nie miałam pojęcia o uroku tak małej rzeczki jak ta. Mała skala wszystkiego, krótkie zakręty i szybka zmiana brzegów, sprawia wrażenie jakiejś podróży, uczucie zbliżania się do czegoś dziwnego, uczucie przygód, jakiego nie doznawałam na większej wodzie.
Spoglądałem na nią z zachwytem; ponieważ głos jej, wyrażający to, o czem ja myślałem, był