Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/326

Ta strona została przepisana.


dla mnie jakby pieszczotą. Spostrzegła moje spojrzenie — policzki się jej zarumieniły, i rzekła do mnie:
— Muszę ci powiedzieć, mój przyjacielu, że ojciec mój opuści Tamizę tego lata i zabierze mnie ze sobą do miejscowojści blizko rzymskiego muru w Cumberland; ta więc moja przejażdżka jest pożegnaniem południa; dzieje się to oczywiście do pewnego stopnia z moją wolą, a jednakże jakoś mi z tem przykro. Nie miałam serca powiedzieć wczoraj Dickowi, że już nas prawie niema w dystrykcie Tamizy; ale panu musiałam to powiedzieć.
Urwała i robiła wrażenie wielkiego zamyślenia przez czas jakiś, poczem rzekła z uśmiechem:
— Muszę wyznać, że nie lubię przenoszenia się z jednego domostwa do drugiego; tak bowiem łatwo przywyknąć do różnych drobiazgów otoczenia, które przystaje tak harmonijnie i szczęśliwie do życia, że ponowne zaczynanie, nawet na małą skalę, stanowi rodzaj cierpienia. Ale w kraju, z którego pan przybywasz, uważanoby te słowa za marne i mianoby mi je za złe.
Mówiąc to, uśmiechała się do mnie pieszczotliwie, a ja spieszyłem odpowiedzieć:
— O nie, bynajmniej; znowu słowa pani były echem moich własnych myśli. Ale wcale nie spodziewałem się usłyszeć ich. Ze wszystkiego, com dotąd słyszał, wnioskowałem, że w tym kraju