Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/66

Ta strona została przepisana.


zaglądając w okna wystawowe. Do niej to odezwał się Dick:
— Moja panno, nie zechciałabyś potrzymać nam chwilę konia zanim nie załatwimy sprawunków?
Kiwnęła głową ku nam z uprzejmym uśmiechem i zaczęła głaskać konia swą piękną dłonią.
— Jakież to piękne stworzenie! — rzekłem do Dicka, gdyśmy weszli do wnętrza.
— Co, stary siwek? — spytał z chytrym grymasem.
— Nie, nie — odparłem. — Złotowłosa dama.
— Pewnie, że piękna — odparł. — Bardzo to szczęśliwie, że jest ich tyle, iż każdy Jack może mieć swoją Jill; w przeciwnym bowiem razie wzięlibyśmy się o nie za łby. Zaiste — dodał, stając się bardzo poważnym — nie przeczę wcale, że się to zdarza czasami nawet i obecnie, gdyż miłość nie jest rzeczą bardzo rozsądną, przewrotność zaś i samowola są niestety częstsze, niżeli się zdaje niektórym naszym moralistom.
Potem dodał tonem nieco smutnym:
— Zaledwie miesiąc temu zdarzył się u nas przykry wypadek, który kosztował życie dwóch mężczyzn i jednej kobiety i zgasił nam, że się tak wyrażę, słońce na czas jakiś. Nie pytaj mnie obecnie o szczegóły; opowiem o tem nieco później.
Gdy domawiał te słowa, znaleźliśmy się właśnie wewnątrz sklepu czy straganu, który miał kanto-