Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/67

Ta strona została przepisana.


rek i półki na ścianach wszystkie bardzo ładne, chociaż bez pretensyi do wystawności, ale zresztą nie bardzo różniące się od tego, com zwykł był już widzieć za moich czasów. Wewnątrz znajdowała się parka dzieci: śniady chłopiec w wieku lat dwunastu, który czytał książkę, i ładna mała dziewczynka może o rok starsza, która też czytała, siedząc za kantorkiem; byli to wyraźnie brat i siostra.
— Dzień dobry, młodzi sąsiedzi — rzekł Dick. — Mój przyjaciel pragnie mieć tytoń i fajkę; możecie mu je dać?
— O, pewnie — rzekła dziewczyna z rodzajem poważnego pośpiechu, który czynił nieco zabawne wrażenie. Chłopiec podniósł wzrok, i zaczął wpatrywać się w mój cudzoziemski strój, ale wkrótce zarumienił się i odwrócił głowę, jak gdyby miał świadomość tego, że nie zachowywał się właściwie.
— Kochany sąsiedzie — rzekła dziewczyna, z najpoważniejszą miną dziecka, bawiącego się w sklep — jakiegoż to rodzaju tytoniu życzysz sobie?
— Latakii — odparłem, doznając takiego uczucia, jak gdybym miał otrzymać jakieś cacko.
Ale dziewczyna zdjęła bardzo ładny koszyk z pułki obok niej znajdującej się, podeszła do słoja, wydobyła zeń garść tytoniu i postawiła napełniony nim koszyk na kantorze przedemną, wskutek czego