Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/72

Ta strona została przepisana.


— Dosyć często — objaśniano mnie — jeżeli nie chodzi o wielkie ciężary, ale nie zupełnie zawsze. Dzieci lubią się tem zabawiać, a dobrze na tem wychodzą, ponieważ przechodzą im przez ręce różne towary, które poznają, dowiadując się, skąd pochodzą, jak się je robi i tak dalej. Zresztą jest to taka łatwa praca, że każdy może ją wykonywać. Powiadają, że w pierwszych dniach naszej epoki żyło wielu ludzi, którzy byli dziedzicznie dotknięci chorobą, zwaną próżniactwem, ponieważ stanowili prostych potomków tych, którzy w złych czasach zmuszali innych do pracy dla siebie — to jest tych ludzi, którzy w dziełach historycznych nazywają się panami niewolników albo pracodawcami. Otóż chorobą próżniactwa dotknięci ludzie spędzali cały swój czas w straganach, gdyż się do tego tylko nadawali. Zdaje mi się nawet, że swego czasu zniewalano ich wprost do wykonywania podobnej pracy, ponieważ kobiety szczególniej stawały się tak szpetne i płodziły tak szpetne dzieci, jeżeli choroby ich nie traktowano ostro, że sąsiedzi nie mogli tego znieść. Miło mi objaśnić, że teraz to wszystko dawno już minęło; choroba bądź wygasła, lub istnieje w tak łagodnej formie, że krótkie stosowanie środków rozwalniających usuwa ją zupełnie. Obecnie nazywamy tę chorobę niebieskimi djabełkami. Komiczna nazwa, nieprawda?
— Tak, zapewne odparłem w zamyśleniu, ale starzec mówił dalej: