Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/73

Ta strona została przepisana.


— Tak, sąsiedzie, to wszystko prawda; sam widzialem niektóre z tych kobiet o siwym włosie. Ale ojciec mój znał niektóre, kiedy jeszcze były młode; mówił mi, że tak mało robiły wrażenie młodych kobiet, jak tylko tego potrzeba; ręce ich były podobne do pęczków patyczków, a nędzne i szczupłe ramiona do gałązek; figury wyglądały jak klepsydry piaskowe, usta zaś były wąskie, nosy spiczaste, a policzki blade; przy tem udawały, że oburzały się o wszystko, co się do nich mówiło. Nic dziwnego, że rodziły szpetne dzieci, bo tylko podobni do nich mężczyźni mogli je kochać — biedaczki.
Urwał i zdawał się rozmyślać o swem minionem życiu, poczem dodał:
— I czy wiecie, sąsiedzi, że pewnego razu i nasi ludzie byli chciwi tej choroby Próżniactwa; wówczas zadawaliśmy sobie wiele trudu dla uleczenia ludzi od tej choroby. Czyś pan nie czytał żadnej książki lekarskiej o tym przedmiocie?
— Nie — odparłem — starzec bowiem zwracał się do mnie.
— Otóż — ciągnął dalej — przypuszczano onego czasu, że był to przeżytek dawnego, średniowiecznego trądu; zdaje się, że była to ogromnie zaraźliwa choroba, gdyż mnóstwo ludzi, dotkniętych nią, trzymano w odosobnieniu, a usługiwała im specyalna klasa chorych i dziwacznie ubranych ludzi, tak, aby ich łatwo można było rozpoznać. Obok innych części ubrania nosili krótkie, welwetowe