Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/99

Ta strona została przepisana.


pytań Ryszardowi Hammondowi, z których większość ledwie mógł zrozumieć.
Na to staruszek uśmiechnął się.
— Zatem mam przemawiać do pana jak gdyby...
— Jak gdybym był istotą z innej planety — skończyłem za niego.
Staruszek, który, nawiasem mówiąc, tak samo jak jego krewniak, nazywał się Hammond, uśmiechnął się i kiwnął głową, a zatoczywszy swe krzesło ku mnie, poprosił mnie, abym usiadł w ciężkim dębowym fotelu i rzekł, widząc, że się wpatruję w jego dziwną rzeźbę:
— Tak, jestem mocno przywiązany do przeszłości, uważa pan. Te okazy umeblowania pochodzą z czasów, poprzedzających moją młodość; ojciec mój kazał je sporządzić; gdyby zostały zrobione w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, to wykonanie ich byłoby o wiele sprytniejsze; ale nie zdaje mi się, żebym je dlatego wolał. Prawie zaczynaliśmy na nowo w owe dni; a były to ożywione, niemal waryackie czasy. Ale oto widzisz pan, jaki jestem gadatliwy; stawiaj pytania, pytaj mnie o cokolwiekbądź, kochany gościu; skoro już muszę mówić to niechże wyniknie z tego jakaś korzyść dla ciebie.
Milczałem przez chwile, a potem odezwałem się nerwowo:
— Wybacz mi pan, jeżeli będę nieokrzesanym;