Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/26

Ta strona została przepisana.


wykonani byli według jednego i tego samego wzoru, w jednej i tej samej fabryce. Niepodobna było określić ani wieku, ani płci. Miłość, opiewana przez poetów minionych wieków, oddawna już wymarła. Zpoczątku, nakształt bluszczu, wiła się dokoła maszyn, potem liście jej pożółkły, zwiędły i opadły. Miłość, jako przeżytek, wybuchała niekiedy jasnem płomieniem, zdarzało się, iż wywoływała starą zazdrość i doprowadzała nawet do zbrodni, ale zazwyczaj kobiety i mężczyźni schodzili się i rozchodzili, szukając w swem towarzystwie chwilowej przyjemności, gdy nie było innych rozrywek. Venturio wskrzesił dawną kobietę, nieskończenie różniącą się od mężczyzny, tajemniczą, wrogą. On sam — niski, brzydki, z obwisłym brzuchem, podobny do bożka indyjskiego, mawiał, że w każdej robotnicy, — szarej i nędznej, jak wyschła ziemia, są dane do przetworzenia jej w jednę z takich kobiet, jakiemi syndykat zaludniał swe zakłady i pałace.
W miesiąc po otworzeniu przez Venturia ogrodów syndykatu dla przedstawicieli prasy, wszyscy, począwszy od króla, a skończywszy na najostatniejszym żebraku, spostrzegli, że trzeba koniecznie postawić pomnik. Jeden z posłów, przez dwadzieścia lat wyczekujący na tekę ministra, wypowiedział w parlamencie wielką mowę o zasługach Venturia i sposobie uwiecznienia jego nazwiska. Nikt nie protestował. Kandydat na ministra zażądał jawnego głosowania „abyśmy mogli sprawdzić, — jak mówił — nazwiska tych, którzy będą