Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/27

Ta strona została przepisana.


przeciwni chwale narodu“. Wniosek został przyjęty jednogłośnie.
Z sali obrad wyszedł jeden tylko poseł: siemdziesięcioletni starzec, który przed wielu laty wygrał był wielką bitwę w Afryce i ocalił Heljopolis od zguby. Nie chcąc, by imię jego zostało obrzucone błotem, bohater narodowy odebrał sobie życie, wysławszy uprzednio listy do redakcji z prośbą, ażeby o nim nic nie pisano. Ostatnia jego wola była święcie wypełniona, i tylko 69 gazet nazwało go starym, zniedołężniałym idjotą i zwyrodniałym rozpustnikiem.
Za pieniądze, zebrane na listę narodową, właścicielowi domów rozpusty wzniesiono pomnik z bronzu i marmuru. Venturio sam uwieńczył swoją bronzową postać laurowym wieńcem, a gdy ów mały, łysy człowieczek z obwisłym brzuchem, wdrapał się po drabinie na plecy posągu, wielotysięczny tłum, który mówi zawsze to, co mówią dzienniki, krzyczał z radości, sławiąc imię wielkiego Venturia.
Taka to była w Heljopolisie siła prasy. Piszę to nie przez próżność, jak niektórzy mogą pomyśleć, lecz dlatego jedynie, by ludzie przyszłości wiedzieli, jaki to był ostatni, wielki czyn wszechświatowej prasy.
Tego dnia, gdy poraz pierwszy usłyszałem o komecie, konserwatyści pobili się z radykałami i nasz sprawozdawca parlamentarny, profesor uniwersytetu heljopoliskiego, siedząc naprzeciw mnie na rogu biurka, opowiadał o tym wypadku tak, jak-