Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/31

Ta strona została przepisana.


kiś żywiołowy pęd; porywał on widzów, jak wicher porywa i unosi suche liście; koło pląsających gwałtownie się rozszerzało, występując poza kolumny pawilonu; tworzyły się coraz to nowe kręgi i czasem zdarzało się, że i ateusz Ploomper w swojej rozwiewającej się todze i biali kapłani Ozyrysa kręcili się po placyku aż do ostatniego tchnienia.
Olbrzymia, biała świątynia Zeusa Gromowładnego zasłaniała sobą dwa rzędy domów w których mieszkali wierzący w Coś. Lśniące złomy marmuru pokrywały złocone płaskorzeźby, przedstawiające boga bogów, przy wejściu siedzieli prorocy i handlarze amuletów.
Wierzący w Coś dzielili się na 36 sekt i codziennie urządzali publiczne dysertacje na placu za świątynią Zeusa. Odróżniali się oni kolorem odzieży, gdyż inaczej z łatwością można ich było pomieszać, cała bowiem różnica w pojęciach najbardziej nawet krańcowych pomiędzy nimi — zielonych i czerwonych — polegała na tem, iż zieloni uważali Wielkie Coś za poznawalne, a czerwoni nie za poznawalne, lecz za uznawalne. Kapłani ich podobni byli do pieniaczy, toczących wieczne procesy z niebem. Każdemu nawróconemu na ich wiarę otwierali wolny wstęp do swych bibljotek, oraz archiwum zakurzonych rękopisów, pozwalając grzebać się we wszystkich tych sprzecznych dokumentach, ile tylko dusza zapragnie.
W sąsiednim wąskim, ciemnym, krytym szkłem zaułku lokowały się biura medjów i jasno-