Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/33

Ta strona została przepisana.


świątyni znajdowało się podziemie samobójców. Tutaj, na długim szeregu szarych, marmurowych tafli, spoczywały ciała tych, którzy na pewien czas tylko wycofywali się z życia. Takim samobójcom kapłani w świątyni Człowieka wprowadzali do krwi specjalny eliksir niebytu; sen przychodził nie zaraz, lecz po jakichś dwóch, trzech dniach, a czasem nawet dopiero po miesiącu. W tym czasie samobójca zwolna zamieniał się w trupa; słabł wzrok, słuch, przytępiała się wrażliwość na ból; zupełny bezwład ciała następował wcześniej, a wkrótce potem zamierało życie duchowe. W podziemiu samobójców znajdowało się zawsze kilka trupów, w których błyszczała świadomość, jak promień zachodu w ciemnej fali wodnej. Najczęściej umierano na dziesięć lat, ale byli i tacy, którzy pragnęli zbudzić się dopiero po stu latach — ostatecznym terminie działania eliksiru niebytu. Po przebudzeniu się, samobójcy żyli tak długo, jakby mieli żyć, nie przerywając życia.
Rząd bardzo często mianował urzędników na przyszłe dziesięciolecie tak samo, jakby wysyłał ich z poleceniem na krańce państwa; tacy urzędnicy pobierali całą należną im pensję, dyjety i wiorstowe. W każdem ministerjum była specjalnie dla nich wyznaczana piwnica, gdzie leżały dziesiątki i setki poważnych, nieruchomych ludzi, ściskając w pożółkłych, skamieniałych rękach napakowane papierami portfele i paczki, które mieli przedstawić po swem zmartwychwstaniu. Czasami w papierach znajdowały się rozpo-