Strona:PL Sue - Artur.djvu/393

Ta strona została przepisana.


działo, do przyjaciela to mówię który będzie miał litość nadenmną, bo także cierpi!
Ta szczególniejsza uporczywość pani de Pënâfiel aby mnie zmusić do wyznania zmartwień śmiesznych, aby je wyszydzić, nie tyle mnie jeszcze zdziwiła, co mnie rozgniewała; wstrzymałem się jednak.
— Lecz raz jeszcze pytam Pani, dla czego upierasz się koniecznie brać mnie za nieszczęśliwego?
— Dla czego?... dla czego?... — rzekła z pewnym gatunkiem bolesnéj niecierpliwości, — bo są pewne zwierzenia się, z któremi nigdy niewynurzamy się przed osobami szczęsliwemi; gdyż, aby zrozumieć gorycz niektórych cierpień, musi istnieć pewien rodzaj harmonii pomiędzy duszą skarżącego się i tego co skarg jego słucha; bo gdybym Pana była sądziła niedbałabym, płochym, szczęśliwym na koniec, tém trzpiotowatém życiem, którego przed chwilą tak bardzo wdzięki wychwalałeś, nigdybym nie była pomyślała powiedzieć Panu co mnie czyni tak nieszczęśliwą, powierzyć Panu tajemnicę, która może mu wytłumaczyć życie, które musiało mu się dotąd wydawać tak dziwaczne, tak fantastyczne, tak niepojęte; słowem, nigdy niepomyślałabym powierzyć Panu, jak przyjacielowi najprawdziwszemu, najwylańsze-